poniedziałek, 23 listopada 2015

Gęś z figą i pasternakiem (bez maku, ale za to ze śliwkami)


Miała być gęsina na św. Marcina. Figa z pasternakiem!
Miał być wcześniej jeszcze tort urodzinowy (a urodziny mam 15 X), a jeszcze wcześniej miał być budyń z gruszek i bułeczki... Zdjęcia leżą na dysku i kwitną, a ja jakoś nie miałam parcia, żeby usiąść i to wszystko spisać. No cóż.
Z okazji wspomnianych właśnie urodzin dostałam nową książkę Nigelli. I o ile okładka nie zachęca, tak sama książka jest bardzo ciekawa i inspirująca. Widać wyraźną metamorfozę głównej bohaterki. To już nie jest ta roześmiana, pulchna Nigella z półmiskiem pieczonych ziemniaków jak z okładki Christmas, ale dojrzała, stonowana, poszukująca kobieta. Odmieniona po wydarzeniach ostatniego roku, kiedy to wiele straciła i musiała zaczynać od nowa. Nie straciła jednak jednego - miłości do jedzenia. Niezmiennie zaraża apetytem na kulinarne eksperymenty, odważne połączenia, tworzenie dań pełnych i wyrazistych.
I muszę przyznać, że po tej słabej dla mnie kulinarnie jesieni, przeglądając tę książkę wieczorami, zaczęłam na nowo czuć zew przygody powiewający z opustoszałej kuchni.
Tak więc powracam do spisywania moich pomysłów. Jako ta córka marnotrawna.

Zacznę może faktycznie od gęsiny, skoro jeszcze jest listopad. Co prawda już spadł pierwszy śnieg i myślami jesteśmy bliżej Świąt, ale nie martwcie się, pomysł na świąteczną kaczkę też mam w zanadrzu!

Jakiś czas temu kupiłam w popularnym markecie (tym z owadem w logo ;)) pierś gęsi karmionej owsem. Ekologiczną, z wolnego wybiegu itd. Czasem trafiają się takie perełki, trzeba tylko zachować czujność. I oczywiście nie wahałam się ani chwili, w imię mojego planu wdrażania różnorodności.
Nie bardzo miałam inny pomysł na gęś, jak tylko po prostu na słodko. Ze śliwkami i figami, które wówczas były na topie. Łudzę się, że może komuś (może nawet mnie samej) ten przepis przyda się w przyszłym roku, bo mięsko wyszło naprawdę pysznie! Podałam je z sałatką z buraczków i ogórków kiszonych oraz... frytkami. Wiem, te frytki takie trochę ni w pięć, ni w dziesięć, ale był to obiad urodzinowy dla Pana Małżonka, który tak sobie właśnie zażyczył na zasadzie "it's my party". No cóż. Przełknęłam to jakoś, ale gdyby zależało to tylko ode mnie, wybrałabym puree z batatów z dodatkiem tymianku (how fancy of me :P).


po 1. r. ż.*

Składniki:
pierś z gęsi (podwójna, ze skórą i kośćmi)
2-3 figi**
5-6 śliwek węgierek**
1 cebula
1 korzeń pasternaku (można zastąpić pietruszką)
sól i przyprawy do smaku (u mnie ekologiczna mieszanka kminku, majeranku, kolendry, papryki, czarnuszki i gorczycy pod nazwą "pieprz ziołowy staropolski")
tłuszcz do wysmarowania formy (u mnie masło klarowane)

Pierś z gęsi, śliwki i figi myjemy. Pasternak i cebulę obieramy i kroimy na kawałki. Do wysmarowanej tłuszczem brytfanny wkładamy pierś i obracamy ją w jedną i drugą stronę, żeby wierzch także pokrył się warstewką tłuszczu (dzięki temu przyprawy lepiej się przykleją). Mięso doprawiamy i obkładamy owocami i warzywami. Można odstawić na kilka godzin do lodówki.
Wstawiamy piekarnik na 220°C - grill z termoobiegiem.
Wkładamy brytfannę bez przykrywki i podpiekamy skórkę przez ok. 15 min. Następnie zmniejszamy temperaturę do 190°C, przykrywamy brytfannę i zmieniamy funkcję na sam termoobieg. Pieczemy ok. 1 godziny.
Podajemy... ekhm... wedle uznania ;)

Smacznego!


* Dla dzieci proponuję tzw. polędwiczkę z piersi, która znajduje się w głębi, przy mostku, pod skórą i warstwą mięsa, ponieważ ta część będzie delikatniejsza w smaku i nie tak przypieczona. W każdym razie dla maluszków na pewno nie polecam skóry!
** Myślę, że poza sezonem świeże owoce można zastąpić suszonymi :)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz