Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa z dzieckiem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa z dzieckiem. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 maja 2015

Perliczka z oliwkami, pomidorkami i rozmarynem


Jamie Oliver od kilku ładnych lat robi w UK i USA jedzeniową rewolucję. O ile na Wyspach jeszcze jakoś szło, tak amerykańskie zacukrzone społeczeństwo nie bardzo chciało go słuchać. Patrzymy na Amerykanów z boku i jesteśmy zszokowani, jak wiele i jak bardzo otyłych osób tam mieszka. Okazuje się jednak, że sami mamy też nieco za uszami. Tegoroczne badania wykazują, że już co piąty uczeń w Polsce ma nadwagę. Tymczasem media nie kwapią się do nagłaśniania tematu. Lekarze biją na alarm, ale odbija się on nikłym echem. Ogromnie mnie to smuci.
Mam jednak poczucie, że wcale nie jesteśmy aż tacy oporni. Wierzę, że odrobina edukacji żywieniowej mogłaby wiele zmienić. Jasne, są dzieciaki, które codziennie piją gazowane napoje, jedzą chipsy, batony, nie jadają warzyw. Liczę jednak na to, że nie jest to większość. Według mojej oceny te ~20% dzieciaków z nadwagą, to te dzieciaki, o których babcie mówią, że są "w sam raz" albo "mają ciężkie kości" tudzież "lubią podjeść". Jeden danonek przecież nie zaszkodzi. Lizaczek. Cukiereczek.
Po co? Pytam. W imię czego?
Myślę, że to nie są dzieci, które opychają się drożdżówkami z lukrem, ale te, którym wciska się makaron przy bajce, żeby zjadły. To te dzieciaki, którym nie daje się swobody wyboru, decydowania czy i kiedy się najadły. To te, którym nakłada się porcję jak dla dorosłego i każe siedzieć przy stole, dopóki nie skończą.
Te, których rodzice, dziadkowie, opiekunowie po prostu nie wiedzą.
Że ludzki żołądek jest mniej więcej wielkości pięści danego człowieka. A dziecięce piąstki są małe. Nie trzeba tych żołądków rozpychać. Że jak dziecku widać żebra, to jest OK. Dzieci mają taką budowę. Mają duże głowy, okrągłe brzuszki i chude kończyny. Mięśnie dopiero będą się budować, bo na razie dziecko rośnie głównie w górę.
Długo wciskano tym babciom, że cukier krzepi i teraz nie wierzą, kiedy mówimy, że nie, jednak nie krzepi, tylko prowadzi do otyłości, cukrzycy, próchnicy i wielu innych schorzeń.
Och, tylko trochę cukiereczków, to będzie nasza tajemnica. No zjedz ziemniaczki, makaronik, bułeczkę białą pyszną chrupiącą. Zapchaj się, dziecko, żebyś nie płakało, że głodne! Głodne dziecko to wstyd, wiadomo! Jak można głodzić dziecko? Zabraniać? Odbierać dzieciństwo?
A tymczasem dzieciństwo nie musi mieć smaku waty cukrowej tylko na przykład truskawek z babcinego ogródka. Słodko-kwaśnego agrestu. Marchewki świeżo wyrwanej z grządki. Wielkiego arbuza dźwiganego razem z babcią z targu. Pierogów z jagodami i kwaśną śmietaną.
Po niemal czterech latach rozmów, nawoływań, próśb, gróźb, tłumaczenia, podsyłania artykułów z dumą mogę uznać, że jedni Państwo Dziadkowie są już po naszej stronie. Wierzę, że drudzy też kiedyś tu będą.
Bo naprawdę życie bez cukru nie musi być gorzkie. Możemy je sobie osładzać, jedząc owoce, bakalie, domowe ciasta, miód, cynamon. Które oprócz walorów smakowych mają też zdrowotne. Nie trzeba wciskać dziecku szklaka, bo jest kolorowy i ładny. Domowe ciastko będzie krzywe, ale ileż zabawy, nauki i wspomnień przy wspólnym lepieniu, wykrawaniu i pieczeniu!
Może to głos wołającego na puszczy, ale nawołuję zawsze i niezmiennie. Wyjdźmy z hipermarketu. Nie musimy zostawiać tam trzech czwartych pensji, kupując paskudztwa, z których połowę i tak wyrzucimy. Bo kupujemy za dużo i bezmyślnie. Wydaje nam się, że musimy to kupić, mieć, spróbować. A może nie? A może by tak wyłączyć telewizor i wrócić do regionalnych smaków? Na targ, do ziemi, prosto z krzaka?
Ten sam Jamie Oliver w jednej z moich najukochańszych książek Jamie at Home: Cook Your Way to the Good Life (którą polecam, bo jest piękna, mądra i pełna dobrych i naprawdę celnych rad) napisał, że obserwuje tendencję do spłycania i zawężania smaków. Jemy w kółko to samo. Na zmianę kurczak i świnia, ziemniaki, pomidory i ogórki - niezależnie od sezonu. To ważna lekcja. Zainspirowała mnie, by szukać nowych przypraw, odkrywać nowe głębsze smaki. Nie cukier, sól i glutaminian, ale świeże zioła, orzechy, kozieradkę, czarnuszkę, wędzoną paprykę. 
Postanowiłam, że będę do minimum ograniczała w naszym domu spożycie tego mięsa, które się produkuje, a nie hoduje. Kupuję zatem cilęcinę i indyki, ale też króliki, kaczki, gęsi, dziczyznę, a ostatnio trafiłam na perliczkę. Robiłam ją po raz pierwszy, ale jestem bardzo zadowolona z efektu :) Ok, takie mięso jest droższe, ale przecież nie musimy jeść mięsa codziennie. Zamiast zapychać się znowu tanim kurczakiem, warto zainwestować w jego bardziej szlachetną wersję. 


Wraz z Panem Synkiem przyrządziliśmy naszą perliczkę w lekko śródziemnomorskim stylu (podobny przepis kiedyś też widziałam u rzeczonego Jamiego :D ), z pieczonymi warzywami, oliwkami i rozmarynem. Ale co najbardziej w niej śródziemnomorskie to prostota przygotowania. Jest łatwa, nieprzegadana, pyszna. Sam Pan Synek zjadł całą pierś, dwa skrzydełka i większość warzyw! Nie nadążałam z dokładaniem kolejnych porcji. 
Szczerze polecam przewartościowanie tego, co mieszka w naszych lodówkach, a na pierwszy ogień proponuję pyszny i prosty niedzielny obiadek :) 


po 1. r. ż. (uwaga na przyprawy i pomidory!)

Składniki na obiad dla niedużej rodziny (albo jednego Pana Synka i dwoje niezbyt głodnych rodziców):
1 perliczka
1-2 łyżki tłuszczu (gęsiego smalcu, masła klarowanego lub oliwy - nie extra virgin!)
1 duży ząbek czosnku
3-4 ziarnka ziela angielskiego
1-2 łyżeczki suszonego rozmarynu (lub posiekane listki z 1 małej gałązki)
2-3 młode ziemniaczki
2-3 młode marchewki
1 średnia cebula
garść pomidorków koktajlowych
garść czarnych oliwek
sól i pieprz


Perliczkę myjemy, wkładamy do brytfanny lub naczynia żaroodpornego (z pokrywką) wysmarowanego tłuszczem. Obracamy ptaka tak, żeby cały pokrył się tłuszczem (piersią do góry). Nacieramy czosnkiem przeciśniętym przez praskę i obsypujemy rozmarynem, solą i przeprzem. Przykrywamy i odstawiamy na kilka godzin do lodówki (można ten krok pominąć). 
Wstawiamy piekarnik na program grill z termoobiegiem na 230ºC.
Warzywa porządnie myjemy. Ziemniaki, marchew i cebulę kroimy na niewielkie cząstki i układamy na około perliczki. dorzucamy pomidorki, oliwki i ziele. Warzywa dodatkowo solimy. 
Wstawiamy całość do piekarnika i pieczemy ok. 10-15 min, aż zacznie pachnieć. Następnie zmniejszamy temperaturę do 190ºC, zmieniamy program na sam termoobieg, przykrywamy brytfannę i pieczemy jeszcze ok. 45-50 min (lub dłużej w zależności od wielkości perliczki - jest gotowa, gdy po nakłuciu płyn, który z niej wypływa, jest przezroczysty). Odstawiamy do lekkiego wystudzenia. 
Podajemy porcje perliczki z upieczonymi warzywami i domowym kompotem. 

Smacznego! 

PS. A na deser mieliśmy ciasto cukiniowe z tego przepisu :) 





środa, 16 kwietnia 2014

Naturalne barwniki do jajek


Zbliża się Wielkanoc. Zajączek już czyści futerko, kury wyeksploatowane produkcją jajek, rzeżucha wschodzi... A u nas oczywiście wszystko z opóźnieniem. Pan Synek pokasływał, ja zajęta byłam zupełnie czym innym.
W miniony weekend bowiem byłam na jednym z najbardziej uwalniających wyjazdów w historii dziejów. Bieganie po pastwiskach, wiszenie w sieciach rozpiętych między drzewami, głaskanie koni. Wolność.
Pewnie jeszcze rozwinę się w tym temacie, ale tymczasem zamierzam nie wytrącać się z tego stanu ducha. W tym roku zatem nasze Święta będą powolne, spontaniczne i niezobowiązujące. Ot, śniadanie, potem (jeśli pogoda pozwoli) jakiś grill na wsi z przyjaciółmi i ogólny relaks. A zatem może jakaś baba będzie, a może nie. Może kakaowa, może bezglutenowa. Może jakiś pasztet. Na pewno chleb (przepis wkrótce), ale pieczony na ostatnią chwilę, żeby podczas śniadania był jeszcze ciepły i chrupiący.
Tak, to będą dobre Święta.

Żeby jednak zostawić jakiś świąteczny ślad na blogu, publikuję moje zeszłoroczne dokonania w dziedzinie naturalnego farbowania jajek. Polecam taką metodę, zwłaszcza alergikom, uczuleniowcom i przeciwnikom chemii. Oraz dla najmłodszych!
W tym roku z pewnością powtórzę zabawę. Zajmuje nieco więcej czasu, ale satysfakcja jest nieporównywalna! :)


od 7. m. ż.

Składniki:
2-3 łyżki kurkumy
1 mała główka czerwonej kapusty
łupiny z ok. 1 kg cebuli
2-3 buraki

po 2-3 jajka na barwnik

ok. 1-2 łyżki octu na barwnik


Jajka trzeba najpierw dobrze wyczyścić. Chyba że chcemy uzyskać efekt marmurkowy, jaki wyszedł mi w zeszłym roku ;)
Na początku należy poszatkować kapustę, zalać ją niewielką ilością wody (ok. 1 litra) i gotować ok. godzinę. Tak samo postępujemy z burakami oraz łupinami cebuli - wszystko w osobnych garnakch. W innym garnku mieszamy wodę z kurkumą. Wyjmujemy warzywa*, pozostawiając w każdym garnku wodę, do której wlewamy ocet, wkładamy jajka i gotujemy na twardo, do uzyskania odpowiedniego koloru (ok. 15-30 min).
Pofarbowane jajka można posmarować niewielką ilością oleju, żeby ładnie błyszczały.
Można także eksperymentować z mieszaniem kolorów - w tym celu przekładamy jajka z jednego barwnika do drugiego (nie mieszamy samych barwników!).


Powodzenia!

* Można je śmiało wykorzystać do zjedzenia, buraki np. do ćwikły z chrzanem :)


wtorek, 28 stycznia 2014

Orkiszowa granola (bez cukru)


Z okazji Dnia Babci Pan Synek wykonał granolę. Nie mogłam wcześniej opublikować przepisu, żeby nie psuć Babci niespodzianki, ale teraz już wszystko jasne (i w dodatku ponoć już w dużej mierze zjedzone ;) ), więc mam zielone światło. Domowa granola jest dziecinnie prosta do zrobienia (dosłownie i w przenośni), a jest znacznie zdrowsza niż kupowane, ponieważ nie ma ani grama syropu glukozowo-fruktozowego ani innych temu podobnych niepotrzebnych składników. Można ją bez skrupułów zajadać na śniadanie lub podwieczorek, a nawet jako przegyzkę do filmu (och, oczywiście przy oglądaniu filmów nie należy jeść, bo to wbrew BLW ;) )
Przepis znalazłam na nieocenionej Jadłonomii i oczywiście zmodyfikowałam, ale wszystko wyszło wspaniale! Granola bowiem jest jak muffiny - można ją dowolnie zmieniać i ulepszać w zależności od zasobów i preferencji :)


po 1. r. ż. 

Składniki na 2 spore słoiki:

2 1/2 szklanki płatków orkiszowych
2/3 szklanki płatków kokosowych
2/3 szklanki orzechów laskowych
1/2 szklanki pestek słonecznika
1/3 szklanki ciepłej wody
2 łyżki oleju kokosowego
3 łyżki miodu (lub syropu z agawy)
1/2 szklanki rodzynek
1/2 szklanki suszonej żurawiny


Wstawiamy piekarnik na 175ºC (bez termoobiegu) i wykładamy dużą blachę papierem do pieczenia.
Miód i olej kokosowy rozpuszczamy w ciepłej wodzie. Do dużej miski wsypujemy płatki, posiekane orzechy, pestki słonecznika. Wlewamy wodę z olejem i miodem i mieszamy dokładnie. Wykładamy na płasko na blasze i pieczemy ok. 20-25 min, mieszając 2-3 razy w trakcie pieczenia.
Następnie wyjmujemy blachę i pozostawiamy granolę do wystudzenia. Dodajemy rodzynki i żurawinę, mieszamy i przekładamy do szczelnych słoików.

Smacznego!



poniedziałek, 20 stycznia 2014

Jabłkowe wycinanki


Dziś oficjalnie pierwszy dzień ferii zimowych. Gdańsk już od kilku dni zasypany śniegiem. I o ile uwielbiamy śnieżne harce, to mróz niestety nie pozwala pobyć na podwórku zbyt długo. Pan Synek co prawda użala się nad swoimi czerwonymi od mrozu polikami, ale niechętnie wraca. Chcąc zatem jakoś urozmaicić sobie te długie zimowe popołudnia, wymyśliliśmy wspólnie i dość niechcący zabawę genialną w swojej prostocie. Pan Synek widział już niejednokrotnie, jak wycinam mu kanapki wykrawaczkami do ciastek, no i poza tym już nie raz i nie dwa wycinaliśmy razem ciastka, a więc zaproponował, żeby powycinać i jabłko. Zabawa jest przednia, a przy okazji mamy pyszną i wesołą przekąskę :)

Ps. Na długie zimowe popołudnia polecam także domową ciastolinę :)


od 7. m. ż. (w tym wieku oczywiście dziecko będzie raczej degustatorem, ale z czasem pewnie zacznie garnąć się do wykrajania)

Składniki:
duuuże jabłko

Jabłko myjemy (i ewentualnie obieramy), kroimy na bardzo cieniutkie plasterki, układamy na tacce lub desce, udostępniamy dziecku kilka małych wykrawaczy do ciastek. Robimy zdjęcia bawiącemu się z zapałem dziecku, pochrupując jego wytwory.

Smacznego!




poniedziałek, 23 grudnia 2013

Pepparkakor


Kto ma jeszcze nieco czasu, a nie chciało mu się na początku grudnia upiec pierniczków? Kto chce się pozbyć dzieci na czas pastowania podłóg? Komu potłukły się wszystkie bombki i nie ma co zawiesić na choince? Kto jest uczulony na miód? Kto woli chrupiące pierniczki od miękkich?
Jeśli zgłosiłeś/-łaś się przy czytaniu przynajmniej jednego z powyższych pytań, to ten przepis jest dla Ciebie! ;) Szwedzkie korzenne ciasteczka - pepparkakor. Uwielbiane przez wielu, proste w wykonaniu, chrupiące i aromatyczne. Jestem więcej niż pewna, że to nimi właśnie zajadały się Dzieci z Bullerbyn! A zatem zajadajmy się i my! :)

Przepis ukazał się także w grudniowym numerze magazynu Mammazine :) Zapraszam do przejrzenia całości w ramach świątecznego relaksu!

I tym samym życzę moim kochanym stałym i okazyjnym Czytelnikom spokojnych, smacznych i przede wszystkim zdrowych Świąt! 


od 10. m. ż.

Składniki na ok. 100 sztuk:
½ szklanki melasy
½ szklanki cukru trzcinowego
1 łyżeczka mielonego imbiru
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka przyprawy do piernika
½ kostki masła (100 g)
2 ½ szklanki mąki
¼ łyżeczki sody [można pominąć]
szczypta soli
1 jajko

Melasę doprowadzamy do wrzenia, dodajemy cukier, przyprawy i masło. Mieszamy, aż wszystko się rozpuści i połączy. Odstawiamy do wystudzenia. W tym czasie do sporej miski przesiewamy mąkę z sodą i solą. Następnie wbijamy jajko i dodajemy melasę z pozostałymi składnikami. Ucieramy wszystko mikserem (ciasto na tym etapie jest bardzo klejące). Posypujemy odrobiną mąki, przykrywamy ściereczką i wstawiamy do lodówki na kilka godzin (najlepiej na noc).

Rano wyjmujemy ciasto z lodówki. Wstawiamy piekarnik na 180ºC.
Ciasto wałkujemy bardzo cieniutko (im będzie cieńsze, tym ciastka będą bardziej chrupiące) podsypując mąką tylko w razie konieczności. Najlepiej wychodzi to na silikonowej macie lub papierze do pieczenia. Za pomocą foremek wycinamy dowolne kształty, układamy bardzo delikatnie na blasze wyłożonej papierem do pieczenia* i pieczemy ok. 6-8 min (w zależności od wielkości). Studzimy na kratce. Przechowujemy w puszce. 


Smacznego!

* Przed upieczeniem można za pomocą słomki porobić w ciasteczkach dziurki, jeśli chcemy zawiesić je na choince :) 


piątek, 8 listopada 2013

Ciasto czekoladowe z powidłami


 
Kto lubi śliwki w czekoladzie, ręka do góry! Ja podnoszę dwie! Do tego Pan Mąż i Pan Synek też po jednej, a zatem bez wątpienia widzimy się w finale ;)
Dla tych, którzy też się zgłosili, mam dziś doprawdy wyśmienitą propozycję. Ciasto czekoladowe z powidłami śliwkowymi przyozdobione wzorami z liści. Pomysł na dekorację (która swoją drogą zapewni najmłodszym świetną rozrywkę) podkradłam z Pinteresta, a samo ciasto to przeróbka jednego z przepisów mojej ukochanej Nigelli Lawson, który znajdziemy w How to be a domestic goddess, czyli jednej z moich ulubionych książek kulinarnych. A w każdym razie jednej z tych, do których naprawdę często zaglądam. Nigella co prawda dodaje do ciasta marmelade, czyli tradycyjną brytyjską konfiturę z owoców cytrusowych (i taka opcja też jest pyszna - próbowałam!), ale na dobrą sprawę można je piec właściwie w dowolnej wersji smakowej. Z resztą w tej samej książce mamy praktycznie identyczny przepis na cupcakes z konfiturą wiśniową, które też już piekłam niejednokrotnie.
Ciasto w wersji śliwkowej jest niesamowicie gęste, aromatyczne i nieco już chyba gwiazdkowe. (Chyba że tylko mnie śliwki w czekoladzie kojarzą się z choinką?) Idealnie nadaje się na Świąteczny stół, ponieważ jest banalnie proste do przyrządzenia, zawsze wychodzi, a jest naprawdę efektowne i smaczne. No i ten zapach, który wypełnia cały dom podczas pieczenia... Na Święta pewnie zmienię nieco klimat i przyozdobię je za pomocą liści ostrokrzewu (wyciętych z papieru). Mam nadzieję, że to nie za wcześnie, żeby myśleć już o Świętach, ale w tym roku jakoś wyjątkowo nie mogę się ich doczekać...


po 1. r. ż.

Składniki (na tortownicę o średnicy ok. 20-22 cm):

125 g masła (nieco więcej niż 1/2 kostki)
1 tabliczka gorzkiej czekolady (100 g)
słoiczek powideł śliwkowych (ok. 300 g)
1/2 szklanki cukru
szczypta soli
2 duże jajka
1 szklanka jasnej mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody

2-3 łyżki cukru pudru


Piekarnik wstawiamy na 170ºC, a formę wykładamy papierem do pieczenia.
W średnim garnku o grubym dnie na wolnym ogniu rozpuszczamy masło. Gdy już całkowicie się rozpuści, dorzucamy połamaną czekoladę. Zdejmujemy z ognia i mieszamy energicznie (drewnianą łyżką), aż czekolada się rozpuści. Dodajemy powidła, cukier, sól i jajka i mieszamy znowu łyżką. Następnie dodajemy partiami mąkę przesianą z proszkiem i sodą, miksując delikatnie tylko do połączenia składników.
Pieczemy ok. 50 min. Studzimy na kratce.

Na wystudzonym i wyjętym z formy cieście układamy czyste liście, przesiewamy na całość cukier puder i bardzo ostrożnie zdejmujemy liście.

Smacznego!




czwartek, 31 października 2013

Ciastka bananowo-czekoladowe


Dziś na spacerze z Panem Synkiem miałam iście halloweenowe przeżycie. Zobaczyłam bowiem wszystkie okna i ogródki udekorowane dyniami i duszkami i padł na mnie blady strach! No tak, mieszkamy od niedawna na nowoczesnym, odpowiednio pewnie zamerykanizowanym osiedlu i tylko patrzeć, jak mali przebierańcy przychodzą do nas po słodycze, a ja... nic nie mam!!! AAA!!!
Podczas drzemki Pana Synka ulepiłam więc szybciutko ciacha z tego, co miałam akurat pod ręką, ograniczając ilość cukru do minimum, no bo biedne te dzieci pewnie i tak już się dziś objedzą lizaków! Fe!
W związku z tym, że Pan Synek odsypiał dzisiejszą ciężką noc i drzemka była długa, a z ciachami uporałam się dosłownie w mgnieniu oka, to zrobiłam jeszcze lampiony - mumie i girlandę czachowo-nietoperzową :) Bo tylko taki właśnie - dziecięcy i zabawny wymiar tego "święta" mnie interesuje.


po 1. r. ż.

Składniki na 10-12 ciastek: 
2 bardzo dojrzałe banany
1 jajko
1/2 szklanki oleju
1/3 szklanki rodzynek (lub posiekanych daktyli)
1 1/2 szklanki razowej mąki orkiszowej
2 łyżki kakao
1 łyżeczka sody
1 tabliczka czekolady (100 g)
opcjonalnie: szczypta cynamonu lub chilli

Piearnik wstawiamy na 200ºC.
W sporej misce rozgniatamy widelcem babany, dodajemy resztę składników i wszystko dokładnie mieszamy. Zwilżonymi rękami formujemy kulki, spłaszczamy je lekko i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Pieczemy ok. 12-15 min (w zależności od wielkości ciastek). Studzimy na kratce. Można ewentualnie posypać cukrem pudrem.


Smacznego!




piątek, 19 lipca 2013

Zupa wiśniowa


Jestem chora. Pan Synek na szczęście wyszedł już z zapalenia ucha, ale mnie zatoki nadal nie dają spokoju. Do tego pogoda średnia (choć ponoć w weekend będzie już ładniej). Nic, tylko leżeć w łóżku i czekać na lepsze czasy. Niestety nie ma czasu na leżenie, więc trzeba pocieszać się innymi sposobami. Dziś miałam chyba jakiś przebłysk geniuszu (być może zatoki odpuściły trochę uciskanie mózgu?), bo przypomniało mi się coś, od czego w dzieciństwie niemal płakałam ze szczęścia! Obiad marzeń, totalne odbicie od szarej rzeczywistości. Zupa wiśniowa Babci Tereski!
Z pewnością znajdą się tacy, co twierdzą, że na słodko to nie obiad. Albo że (jak się przekonałam po małym googlowym przeglądzie) zupę owocową powinno się zabielać słodką śmietanką. Ale niech sobie wszyscy gadają, co chcą. Ja dziś powróciłam do smaku dzieciństwa, Panu Synkowi też niesamowicie zasmakowało - jestem przeszczęśliwa i tej wersji będę się trzymać!
Słońce, nadciągaj!!!

od 10. m. ż.

Składniki:
1/2 kg wiśni
3 łyżki cukru trzcinowego
4-5 goździków
1/2 łyżeczki cynamonu
1 l wody (mineralnej lub filtrowanej) + 1/2 szklanki
1 płaska łyżka mąki ziemniaczanej

ugotowany osobno makaron (najlepiej pełnoziarnisty)


Wiśnie myjemy i drylujemy (do tego polecam zaangażować małych pomocników uzbrojonych w fartuszki - Pan Synek czerpał niepokojącą wprost przyjemność z drylowania i chlapiącego wszędzie soku). Wrzucamy do garnka, zasypujemy cukrem, dodajemy goździki i cynamon. Jeśli mamy trochę więcej czasu, to możemy odstawić na trochę, aż wiśnie puszczą sok. Nie jest to jednak konieczne, można od razu przejść do kolejnego etapu, czyli zalania wodą i gotowania ok. 30 min. Następnie mieszamy dokładnie mąkę ziemniaczaną z 1/2 szklanki wody (tak, żeby nie było grudek) i wlewamy na gotującą się zupę, mieszając energicznie. Zupa powinna nieco zgęstnieć. Pozwalamy jej pogotować się jeszcze przez chwilę, a następnie wyłączamy. Podajemy z ugotowanym osobno makaronem.

Smacznego!


PS. Na zdjęciach jest porcja Pana Synka, bo swoją wsydziłam się pokazać ;)





piątek, 7 czerwca 2013

Razowe orkiszowe ciasteczka "HOME MADE"


Dawno mnie tu nie było. A to dlatego że byłam zajęta między innymi przygotowaniami do bardzo ważnego wydarzenia w naszym rodzinnym życiu. Mam na myśli ślub mojego brata z moją przyjaciółką - marzenie większości bohaterek komedii romantycznych ;) Kilka świąt minęło w tym czasie bez blogowego wspomnienia, ale to jedno święto wyszło cudnie!
Wesele zostało zdominowane przez licznych przedstawicieli najmłodszego pokolenia stłoczonych w kąciku dziecięcym. I to dla nich właśnie z pomocą Pana Synka napiekłam słój stemplowanych ciasteczek z przepisu Doroty. Full eko, razowe, orkiszowe, z trzcinowym cukrem, bez proszku do pieczenia, no i z wymownym napisem "home made" - nie dość, że pasowały idealnie do "rustykalnego" stylu przyjęcia weselnego, to były całkowicie bezpieczne dla naszej rozbrykanej wesołej gromadki. I faktycznie cieszyły się powodzeniem, co jest kolejnym dowodem na to, że przekąski dla dzieci nie muszą składać się z ton cukru, barwników, spulchniaczy i polepszaczy :) Ha!

od 10. m. ż. 

Składniki na ok. 16 ciastek:

125 g miękkiego masła (nieco więcej niż pół kostki)
2/3 szklanki drobnego trzcinowego cukru*
2 szklanki razowej mąki orkiszowej
1 jajko
1 łyżeczka cynamonu (lub kardamonu, lub przyprawy piernikowej)
1-2 łyżki wody (lub mleka)

Masło z cukrem ucieramy na puszystą masę. Dodajemy jajko i miksujemy. Następnie dodajemy mąkę i cynamon i miksujemy, dodając wody w razie potrzeby. Z ciasta formujemy spłaszczoną kulę, owijamy folią i wkładamy do lodówki na godzinę.
Wstawiamy piekarnik na 200ºC. Dużą formę wykładamy papierem do pieczenia.
Z wyjętego z lodówki ciasta formujemy kulki wielkości sporego orzecha włoskiego, a następnie odciskamy na każdej stempelek (za każdym razem zanurzając go w mące, żeby się nie przyklejał). Pieczemy ciastka ok. 12-15 min. Studzimy na kratce.

Smacznego!


* można zmielić zwykły trzcinowy cukier w malakserze (ja tak zrobiłam); oczywiście ciastka wyjdą też i z grubym cukrem, ale z miałkim będą miały bardziej gładką fakturę, co ma znaczenie przy stemplowaniu. 

[Anielka wcinała ciacho nawet na śniadanie następnego dnia!]

środa, 19 grudnia 2012

Pierniczki migdałowe


Moja przygoda z pierniczkami jest długa i burzliwa. Jak już wspominałam, doszłam jednak w końcu do wniosku, że czas zbastować z eksperymentowaniem. Ograniczam się zatem do dwóch rodzajów pierniczków. Piekę przede wszystkim choinkowe, które pojawiły się już na blogu, a których główną zaletą jest uroda i łatwość wykonania. Ostatnio jednak także migdałowo-żytnie, które są z pewnością zdrowsze, mniej słodkie i niebywale bogate w wapń i żelazo. Oczywiście nadałyby się także na choinkę, choć wyglądają może nieco bardziej... rustykalnie ;)
Ciasto jest dość klejące, ale wbrew pozorom bardzo dobrze się z nim pracuje, łatwo wałkuje i wykraja. A na dokładkę nie muszą leżakować (choć mogą oczywiście, jeśli zajdzie taka potrzeba), więc nadadzą się na zajęcie zwłaszcza dla starszych dzieci w czasie, gdy sami mamy dużo przedświątecznej pracy. Ja na razie pomagam Panu Synkowi, ale za rok, dwa... kto wie? Może też sam wyczaruje takie piękności jak tu? :)

po 1. r. ż. 

Składniki na ok. 50 pierniczków:

1/4 kostki masła
3 łyżki cukru trzcinowego
4 łyżki miodu
2 łyżki melasy
1 1/2 łyżki przyprawy korzennej
2 szklanki migdałów w płatkach
1/2 szklanki posiekanych migdałów
2 1/2 szklanki mąki żytniej razowej
1 łyżeczka sody
szczypta soli
1 jajko
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

dodatkowo: 1 jajko i 2 łyżki mleka do posmarowania

W garnuszku roztapiamy masło z cukrem. Zdejmujemy z ognia, dodajemy miód, melasę i przyprawę. Dokładnie mieszamy i zostawiamy do wystudzenia.
Migdały w płatkach mielimy na proszek. Mieszamy z mąką, posiekanymi migdałami, sodą i solą. Dodajemy jajko, mieszankę maślano-miodową i wanilię. Wyrabiamy ciasto ręcznie, niezbyt długo. Odstawiamy na chwilę, żeby odpoczęło.
W tym czasie wykładamy blachy papierem do pieczenia i włączamy piekarnik na 190ºC.
Ciasto dzielimy na części i kolejno wałkujemy i wykrajamy pierniczki. Układamy na blasze w niewielkich odstępach. Tuż przed pieczeniem smarujemy jajkiem rozmąconym z mlekiem i dekorujemy według uznania. Pieczemy ok. 12-15 min w zależności od wielkości foremek.

Smacznego!


Naszych pierniczków do Świąt będą strzegły domowe skrzaty ;)


Źródło inspiracji

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Domowa przyprawa korzenna (do piernika)


W okresie świąteczno-noworocznym dosypuję korzenne przyprawy prawie do wszystkiego! Do herbaty, kawy, ciast, kasz, płatków... no i przede wszystkim do pierniczków ;) Nie wyobrażam sobie zimy bez cynamonu, imbiru, goździków. Dlatego też, jako kobieta-geek, żeby ograniczyć ilość ruchów i mieć zawsze pod ręką cały zestaw przypraw, których potrzebuję, robię duży zapas domowego miksu i trzymam w solniczkach o świątecznych kształtach.
Pan Synek pewnie uznałby, że to najlepszy przepis na blogu, bo nie dość, że można wsypywać do młynka różne proszki i grzechoczące kuleczki, to potem można to wszystko zmiksować, robiąc przy tym dużo hałasu, a na dodatek można posypywać solniczką maminą herbatę! Czy można sobie wyobrazić coś piękniejszego?

Do tego przepisu nie podaję przedziału wiekowego, bo to już naprawdę bardzo indywidualna kwestia. Dodam może tylko, że przyprawa wychodzi dość pieprzna, ale my tak lubimy. Można oczywiście modyfikować proporcje według własnego uznania.

Składniki*:

5 łyżeczek cynamonu
2 łyżeczki imbiru
3 łyżeczki goździków w całości
1/4 gałki muszkatołowej w całości
5 wydrążonych owoców kardamonu
5 ziaren ziela angielskiego
1 łyżeczka kolorowego pieprzu w ziarnach
1 łyżeczka karobu

Wszystko razem mielimy w młynku do kawy.

Smacznego!


* z podanej ilości wychodzi 1/2 szklanki przyprawy

czwartek, 6 grudnia 2012

Pierniczki na choinkę


Co roku na początku grudnia (zazwyczaj właśnie w Mikołaja) piekę pierniczki. Ponieważ nie zaczynam sezonu gwiazdkowego tuż po Wszystkich Świętych, lecz czekam właśnie na początek grudnia, po Barbórce, ten moment jest dla mnie tym bardziej wyjątkowy. To właśnie od pieczenia pierniczków zaczynają się dla mnie Święta. Z pietyzmem odmierzam łyżki miodu i przypraw, zagniatam ciasto, delikatnie przekładam każdą wyciętą choineczkę na blachę i piekę z zegarkiem w dłoni. A dalej zaczyna się już czyste szaleństwo: mycie okien, szorowanie podłogi, dekorowanie domu, dźwiganie kilogramów pomarańczy i mandarynek z warzywniaka, gorączkowe pakowanie prezentów, strojenie choinki i (najlepsze) szperanie w zeszytach, książkach, blogach w poszukiwaniu przepisów na świąteczne łakocie.
Tak. To jest zdecydowanie najpiękniejszy okres zimy, która w ten weekend na dobre zawitała nawet w Gdańsku.
Przepisów na pierniczki jest więcej niż ziaren maku w wigilijnej kutii, ale ja pozostaję wierna jednemu, znalezionemu na blogu Doroty. Nie będę ukrywała, próbowałam też innych, ale zazwyczaj z marnym skutkiem - albo wychodziły za twarde, albo za miękkie, albo niesmaczne, zawsze jakieś dziwne. (No, może z wyjątkiem pierniczków migdałowych ;)) Te są zdecydowanie najsmaczniejsze, najprostsze w przygotowaniu, najlepiej się z nimi pracuje i najładniej prezentują się na choince. Piekę od lat, ale ten rok jest wyjątkowy, bo pierwszy raz udzielał się Pan Synek. Spośród kilkunastu gwiazdkowych foremek wybrał konika i z zapałem wycinał piękne konikowe pierniczki. Tuż przed Wigilią zajmiemy się pewnie dekoracją. Na pewno zdamy relację z efektów :)

po 1. r. ż. (z zastrzeżeniem, że nie wszystkie niemowlaki lubią pikantne ciasteczka!)

Składniki na ok. 40 pierniczków:

5 łyżek miodu
2 łyżki przypraw korzennych*
1 łyżeczka karobu
1/4 kostki bardzo miękkiego masła
2 niepełne szklanki mąki
3/4 łyżeczki sody
1/4 szklanki cukru pudru**
1 malutkie jajko (lub pół większego)

Wstawiamy piekarnik na 180ºC.
Miód (zwłaszcza jeśli jest skrystalizowany) bardzo delikatnie podgrzewamy w rondelku, dodajemy przyprawy oraz karob i dokładnie mieszamy. W osobnej misce mieszamy mąkę z sodą, dodajemy pozostałe składniki i zagniatamy ciasto. Wałkujemy na grubość ok. 3-4 mm. Wycinamy pierniczki i układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. W tym momencie można słomką wyciąć dziurki, jeśli chcemy wieszać pierniczki na choince. Pieczemy ok. 8-10 min. Studzimy na kratce.

Smacznego!


* Jeśli używamy mieszanki domowej roboty (na przykład takiej), wystarczy 1 łyżka.
** Jeśli użyjemy zwykłego cukru, to ciastka będą miały bardziej porowatą strukturę (jak moje na zdjęciach); można też cukier pominąć.

UWAGI:
  • Pierniczki zaraz po upieczeniu będą twarde, ale trzymane w puszce (ewentualnie z kawałkiem jabłka), zmiękną do Świąt. 
  • Dekorujemy lukrem tuż przed Świętami. Dekoracje posypkowe, bakaliowe należy nałożyć przed pieczeniem. 
  • Można także zrobić witrażyki - wycinać już na blasze otworki w pierniczkach i wsypywać zmiażdżone landrynki, a następnie piec w temperaturze 150ºC przez ok. 15 min. Pierniczki z witrażykami według mnie nie nadają się do jedzenia, ale wyglądają bardzo ładnie :)



Oraz zdjęcia archiwalne. Żałuję, że nie mam zdjęć wersji z witrażykami... No ale może kiedyś jeszcze je zrobię? ;)

Pierwsze pierniczki z tego przepisu na choince (2007 r.)

Ozdabianie pierniczków (2010 r.)

czwartek, 29 listopada 2012

Domowa ciastolina


Pogoda ostatnio nie rozpieszcza, a sezon pierniczkowy nadchodzi wielkimi krokami, więc ćwiczymy wałkowanie i pracę z ciastem ;) Najlepiej ćwiczy się na domowej ciastolinie. Pośród wielu swoich zalet przede wszystkim jest nieporównywalnie tania w stosunku do sklepowej i robi się ją w mniej niż 3 minuty (wliczając czas szukania po szafkach i odmierzania składników!). A zabawa jest przednia! Muszę przyznać, że i ja się trochę odstresowałam tym międleniem ;)
Co do przepisu, to nie mogę powiedzieć, że jest moim autorskim, ponieważ od jakiegoś już czasu tu i ówdzie trafiam na podobne. Jednakże kiedy któregoś deszczowego popołudnia w końcu postanowiłam zagnieść taką ciastolinę dla Pana Synka, nie chciało mi się specjalnie włączać komputera. Poniższy przepis jest zatem wypadkową tego, co zapamiętałam z wcześniejszych lektur.

Należy pamiętać, że ciastolina nie nadaje się co prawda do jedzenia, ale gdyby się komuś zdarzyło, to na pewno nic wielkiego mu się nie stanie.

Składniki*:

3/4 szklanki mąki
1/4 szklanki ciepłej wody
1-2 łyżki oleju
1-2 łyżeczki soli
szczypta barwnika spożywczego**

Wszystkie składniki łączymy i zagniatamy jak ciasto.
To koniec pracy, ale dopiero początek zabawy :)

Polecam!

* z podanych składników wychodzi kulka o średnicy ok. 6-7 cm
** barwnik w żelu można dodać bezpośrednio do ciasta, natomiast barwnik w proszku nalezy najpierw rozpuścić w wodzie



sobota, 17 listopada 2012

Jak zrobić mąkę orzechową w mniej niż 10 min?


Postanowiłam dziś zdradzić patent na szybką i tanią mąkę z orzechów laskowych, który opracowaliśmy wraz z Panem Synkiem. Mam nadzieję, że komuś się przyda na przykład z okazji Orzechowego Tygodnia.

A oto instrukcja:

1. Odmierzamy 3/4 szklanki łuskanych orzechów laskowych.
2. Prażymy je na suchej patelni, mieszając od czasu do czasu, aż skórki popękają.
3. Odstawiamy do lekkiego wystudzenia.
4. Przesypujemy do puszki lub zamykanego pudełka.
5. [teraz ulubiony etap Pana Synka] Potrząsamy mocno puszką, robiąc przy tym mnóstwo hałasu :)
6. Wyjmujemy z puszki obrane orzechy, a skórki wyrzucamy.
7. Mielimy obrane orzechy.
8. Otrzymujemy pełną szklankę mąki orzechowej, z której można piec np. bezglutenowe ciasteczka :)

Smacznego!